TUŻ PO WOJNIE I NIECO PÓŹNIEJ, czyli lata 40. i 50.

Poniemiecki dom mieszkalny – pierwsza siedziba szkoły po 1945r.W marcu 1945 roku Józefa Junkiertowa powróciła do Rysin i natychmiast przystąpiła do ponownego organizowania szkoły. Na ten cel ówczesny wójt Jan Junkiert przeznaczył poniemiecki dom mieszkalny, w którym do dziś odbywają się lekcje (teraz w tej części mieszczą się sale oznaczone numerami 1, 2 i 3).

 W trzech klasach nie mogła pomieścić się cała szkoła, dlatego też dodatkowo wynajmowano pomieszczenia w domach prywatnych, a czasem korzystano nawet z... adaptowanych budynków gospodarczych. W 1946 roku przydzielono do pracy w Rysinach drugiego nauczyciela (którego nazwiska kronika nie wymienia).

Rok szkolny 1950/1951

Rok 1948 przynosi podniesienie stopnia organizacyjnego 6-klasowej dotąd szkoły do pełnej 7-klasowej szkoły podstawowej. Od tej pory Józefę Junkiertową w pracy wspomagali: Maria Reszka (z męża Bryłka), Klemens Berdziński i Stanisław Czekalski. 

Jak widać na tym zdjęciu – zrobionym w roku szkolnym 1950/1951 – trudne warunki nie psuły zbytnio nastroju uczniom z dumą prezentującym swoje przybory i sprzęt szkolny. Widać tu zeszyty, książki, linię, globus, mapę Polski i... nieśmiałe uśmiechy na twarzach.

Szkolne koło PCK – rok 1953

Sporym wydarzeniem w życiu szkoły było założenie w 1953 roku szkolnego koła PCK, którym osobiście opiekowała się pani kierownik Junkiertowa.

Tu zaś utrwalona została społeczność szkolną z roku 1954. W otoczeniu uczniów prezentuje się grono pedagogiczne w składzie: Józefa Junkiertowa, Jadwiga Dzięgielewska, W. Ziółkowska i Klemens Berdziński.

Studiując w starej kronice dzieje szkoły w latach 50., można natknąć się na taki zapis:

W 1953 został kupiony radioodbiornik (używany) z funduszów Komitetu Rodzicielskiego marki „Nova”- czterolampowa.

Dnia 1 września 1956 roku jakiś złoczyńca dokonał włamania do szkoły i skradł radioodbiornik, demolując szkołę, a prócz tego zabierając wiele drobnych rzeczy...”.

Rok 1954

W ostatnich latach trzykrotnie jacyś „złoczyńcy” doszczętnie „czyścili” nam pracownię komputerową, a jednak nie wpadliśmy na to, by uwiecznić ich wyczyny w kronikach. Dziś cała sytuacja wywołuje dobrotliwy uśmiech, ale warto sobie uprzytomnić, że wtedy zakup radia i jego późniejsza utrata musiały być na tyle ważnym wydarzeniem, że jednak skrzętnie je odnotowano.

Rok 1955 zapisał się w dziejach naszej placówki jako data pierwszej rozbudowy szkoły. Dobudowano wtedy odrębny budynek – dziś już zburzony, pod koniec swego istnienia pełniący funkcję mieszkania nauczycielskiego – w którym mieściła się jedna sala lekcyjna i skład opału. Budowa prowadzona była praktycznie w całości w formie czynu społecznego, a materiały zakupiono ze środków Komitetu Rodzicielskiego.

I Rozbudowa szkoły – rok 1955

Na zdjęciu (po prawej) widzimy urabianie zaprawy przez chłopców z kl. VII pod okiem kierowniczki. Po prawo z kielnią Jan Pacholski – główny majster i jednocześnie przewodniczący Komitetu Rodzicielskiego.

 

 

I Rozbudowa szkołyNa tej fotografii natomiast dziewczęta z kl. VII podają cegły. Rzecz dziwna – na obu zdjęciach praktycznie nikt nie pracuje, natomiast wszyscy gorliwie pozują. Fotografie są wyraźnie reżyserowane. Czy to wada? Raczej nie. To tylko dowód, że w tamtych czasach wizyta fotografa w szkole była nie lada świętem. No i zdjęcie po prostu musiało być śliczne i musiało się udać. Prawdopodobnie przed naciśnięciem spustu migawki padło nieśmiertelne: „Proszę się nie ruszać, zaraz wyleci ptaszek”.

A tak poważnie... Obie fotografie znakomicie wpisują się w poetykę i estetykę realizmu socjalistycznego. Entuzjazm płynący ze wspólnej pracy był szczególnie polecanym tematem. Że zaś z realizmem (w znaczeniu dosłownym) socrealizm nie miał nic wspólnego, nikomu wtedy nie przeszkadzało.

Grono pedagogiczne – rok 1955

Tutaj zaś widać proces (cytat za kroniką): badania nasion mącznika na działce szkolnej przez miejscowych nauczycieli. Na zdjęciu widnieją od lewej: Jadwiga Dzięgielewska, W. Ziółkowska, Klemens Berdziński i Józefa Junkiertowa. Warto zauważyć, że fryzura i strój dobitnie świadczą, iż pani kierownik dosłownie przed chwilą opuściła plac budowy.

Żarty na bok... Wtedy fotograf w szkole to naprawdę było święto i basta! Kto żyw korzystał z okazji i fotografował się w różnych pozach i różnych sytuacjach, no i zawsze w swoim najlepszym ubraniu.

Nauczyciele i absolwenci rocznika 1956Nadszedł rok 1956. Nasi młodociani pomocnicy murarza z wcześniejszych fotografii kończą szkołę podstawową. Nauczyciele oczywiście ci sami, którzy „badali nasiona mącznika”. Jest to jednak jedno z bardzo niewielu zdjęć, które podpisano też nazwiskami uczniów. Można zatem z całą pewnością powiedzieć, że w roku szkolnym 1955/56 Szkołę Podstawową w Rysinach ukończyli: panny: Czypryniak Kazimiera, Felkowska Kazimiera, Górniak Janina, Kotwas Jadwiga, Matusiak Kazimiera, Rosiak Anna, Sujewicz Janina oraz kawalerowie: Bącela Czesław, Rudniak Czesław, Rybiński Czesław i Sidorowicz... Nie, tym razem już nie Czesław, a Stanisław.

Swoją drogą, mając w klasie trzy Kazie oraz trzech Czesiów, na lekcjach chyba ciężko było operować imionami i z konieczności trzeba było zwracać się do uczniów po nazwisku.

Rok 1956 to również pierwszy w dziejach remont kapitalny szkoły połączony z wykończeniem i oddaniem do użytku nowego budynku.

Wpisu z roku 1957 nie wzbogacono żadną fotografią. Stara kronika jednak – między wierszami – świetnie ilustruje klimat i realia tamtych lat. Można przeczytać w niej m.in.:

W roku 1957 wybudowano sposobem gospodarczym ustępy, które miały być wykonane w ramach remontów kapitalnych, a nie uskuteczniono takowych z powodu braku funduszów na ten cel.

W innym zaś miejscu:

Udział dzieci w pracach użyteczno-społecznych jest dosyć pokaźny. Np. przy budowie ustępów wszystek materiał donosiły dzieci w czasie przerw śródlekcyjnych.

W tym miejscu aż ciśnie się na usta pytanie, jak zareagowaliby rodzice, gdyby dziś ktoś wpadł na pomysł „zaprzęgania” uczniów do podobnych prac...

Kolejny interesujący wpis dotyczący roku 1957:

„Wywiadówki” okresowe cieszą się dużą frekwencją. W liczbie uczestników przeważają kobiety. Podczas tych zebrań często daje się występy dzieci, na które najczęściej składają się recytacje, skecze i śpiew.

Jeszcze krótkie „smaczki” z roku 1958:

Drugoroczność zmalała szczególnie w klasach wyższych. Najgorzej przedstawiają się egzaminy tzw. poprawcze. Na 5 zakwalifikowanych do egzaminu poprawkowego zgłosiło się tylko 2. I kolejny: W maju 1958 roku szkołę odwiedziła grupa lekarzy oraz 1 dentystka, która pousuwała zepsute zęby u dzieci. Pani ta, to wielka miłośniczka dzieci.

Tu nasuwa się pytanie – raczej z gatunku retorycznych – czy aby na pewno te dzieci również widziały w tej pani swoją miłośniczkę (?!).

Nieco dalej zaś prowadząca kronikę kierowniczka Junkiertowa odnotowuje:

Nadmienić tu należy, że społeczeństwo miejscowe nie potrafi ocenić w pełni troski państwa o zdrowie dziecka i albo zaniedbuje doprowadzenie dziecka do dentysty, a co gorsza, że są wyjątki, kiedy matka potrafi w sposób brutalny obrzucić przezwiskami brukowymi pracownika służby zdrowia, co miało miejsce z Panią Goździewiczową.

Tak, tak... z jednej strony troska socjalistycznego państwa, z drugiej ignorancja i sabotaż nieuświadomionych mas. Ten system musiał upaść, bo przynajmniej jedna ze stron nie chciała przyjąć do wiadomości, że „do tanga trzeba dwojga”. Żarty na bok. Informację o scysji dentystki z matką uczennicy udało się współcześnie skonfrontować z relacją córki interweniującej matki (i jednocześnie siostry młodocianej pacjentki). Sprawa dotyczyła usunięcia zdrowego zęba (oczywiście bez znieczulenia – „imadłem” trzymającym dziecko była osobiście pani kierowniczka Junkiertowa). Żeby było ciekawiej, zęby popsute nie zostały usunięte.

Absolwenci rocznika 1959Tę fotografię opatrzono podpisem następującej treści: Na zdjęciu grupa dzieci, które w roku 1958/59 ukończyły klasę siódmą. Dwoje z nich tylko kontynuuje naukę, reszta pozostała w domu, pomagając rodzicom.

Rok 1959 zapisał się w annałach jako data założenia telefonu. Odbyło się to po wielu perturbacjach, m.in. zakończonej kompletnym fiaskiem zbiórce publicznej, kiedy 3 grupy kwestujących z całej gromady Rysiny przyniosły raptem 1040 zł (nie zapominajmy, że mowa o ówczesnych złotych) i uszy pełne niewybrednych uwag przeciwników telefonu.

Oto komentujący głos kroniki:

W takich trudnych warunkach został założony w szkole telefon, który nie tyle szkole, ile społeczeństwu miejscowemu służy. Ci, którzy najbardziej byli przeciwni założeniu telefonu, najwięcej z niego korzystają.

Samo życie!

Rok szkolny 1960/1961W roku szkolnym 1960/1961 w gronie pedagogicznym zjawiła się nowa twarz – nauczycielka kontraktowa Jadwiga Kaźmierska (na fotografii w sukience z balkonem) – która zastąpiła przebywającą na urlopie bezpłatnym Sabinę Paluszewską (postać tej nauczycielki nagle pojawia się w dokumentach i równie nieoczekiwanie znika bez śladu). Na zdjęciu tym brakuje Jadwigi Dzięgielewskiej, która cały czas pracuje w szkole i opiekuje się spółdzielnią uczniowską, o czym informuje wpis na kolejny rok szkolny. W 1961r. jednak odejdzie na roczny urlop, a zastąpi ją zatrudniona na kontrakcie Jadwiga Budniak.

Inne wydarzenia odnotowane w kronice w tymże roku można zilustrować króciutkimi cytatami:

Dnia 21 lutego w ramach tzw. „białej niedzieli” przybyła do szkoły w Rysinach ekipa lekarska (...) Ogółem przebadanych zostało 64 dzieci. U wielu z nich stwierdzono niedorozwój umysłowy, a powszechnie próchnicę zębów.

Drugi cytat jest bardziej optymistyczny, zwłaszcza w obliczu wydarzenia sprzed 4 niemal  lat:

W pierwszej połowie stycznia 1960 szkoła tutejsza otrzymała od Zarządu Gminnej Spółdzielni w Kłodawie radioodbiornik marki „Juhas”.

Radioodbiornik „Juhas”

Tak wyglądał ów skarb (wówczas był to naprawdę cenny dar):